Zbliżając się do Środy Popielcowej, Kościół zaprasza nas do wejścia w czas Wielkiego Postu czas refleksji, nawrócenia i duchowego przygotowania do Świąt Zmartwychwstania Pana Jezusa. Tymczasem coraz częściej widzimy, że tłusty czwartek urasta do rangi niemal obowiązkowego święta, jakby nowej, świeckiej „religii”, w której głównym przykazaniem staje się „Musisz zjeść pączka”. Dla wielu osób sens tego dnia całkowicie się zatarł. Niewielu pamięta, że dawniej był to symboliczny moment przed rozpoczęciem postu, a nie bezrefleksyjne objadanie się. Dziś często wygląda to tak, jakby nie można było normalnie przeżyć czwartku bez zjedzenia pączka, jakby od tego zależało szczęście, powodzenie, a nawet „tradycja”, której nie wolno złamać. Przeraża mnie taka postawa i takie myślenie. Jeśli tłusty czwartek staje się ważniejszy niż sama Środa Popielcowa to znak, że coś zostało odwrócone, poprzewracało się w hierarchii wartości. Jedzenie pączka samo w sobie nie jest niczym złym. Problem zaczyna się wtedy, gdy z rzeczy drugorzędnej robimy niemal święto obowiązkowe narodowe. Nie chodzi mi o potępianie radości czy tradycji, lecz o zachowanie właściwej hierarchii wartości. Najważniejsze jest serce przygotowane na spotkanie z Bogiem, a nie talerz pełen słodkości.
Obowiązkowy pączek, zamiast obowiązkowego nawrócenia?
Formacja Duchowa / piątek, 13 lutego, 2026
Niech każdy z nas pomyśli, czy bardziej czekam na pączka, czy bardziej czekam na łaskę nawrócenia? (z troską ks. proboszcz)